Menu
Strona Główna > Blog

Blog

Bez ich brzmienia nie było by rocka. Nigdy nie zagrali by The Doors.  Ich nikły blask cieszy duszę. Dźwięk przelatując elektronami przez próżnię tych archaicznych szklanych baniek nabiera niezwykłego wyrazu, nadając mu subtelne, lecz istotne zabarwienie.

W dzisiejszych czasach budowa wzmacniaczy DIY, jest sztuką dla sztuki, wszak można nabyć wymarzony sprzęt nawet bez wychodzenia z domu. Jednak jest coś fascynującego w tym, że po odpowiednim podłączeniu przewodów i niezliczonych elementów elektronicznych w częstokroć karkołomny sposób, coś świeci i nie wybucha. Trochę dymi, jeszcze nie gra. Krok po kroku zbliża się do finału jakim w założeniu jest amplifikator sygnałów. Mały lunapark dla elektronów, które bawiąc się w lampach elektronowych, półprzewodnikach i jakże nudnych elementach pasywnych, pomagają muzyce przedostać się z instrumentu w dalszą drogę. Po przebrnięciu przez kręte zawijasy cewki głośnika, w otoczeniu pola magnetycznego wypychają powietrze, by to za pomocą fali akustycznej trafiło do ciebie, drogi słuchaczu. 

Mając dość pracy w korpo, postanowiłem wybrać się na wyprawę do kraju, który zawsze chciałem odwiedzić, a mianowicie do Hiszpanii. Żeby było ciekawiej uznałem że wybiorę się tam pociągiem, aby nie być uwiązanym do samochodu, a latać jeszcze wtedy się bałem 🙂. Po analizie cen pociągów i logistycznej zamocie jaka towarzyszy takiemu rozwiązaniu, jedyną sensowną opcją okazał się bilet Interrail na wszystkie linie kolejowe w Europie na 30 dni. Okazało się że taki bilet można bez problemu nabyć w kasie dworca głównego PKP. Wtedy już był po remoncie, świeży i pachnący nowością. Pani w kasie była zachwycona tym, że ktoś kupuje bilet w cenie 2/3 średniej krajowej i prosiła abym bardzo na ten bilet uważał. 

Pierwotny plan był taki, że jedziemy z bandą na Woodstock, a potem od razu jadę z Kostrzyna do Niemiec i w trasę. O Woodstocku nie będę tu pisał bo tam trzeba być, festiwal zweryfikował moje plany. Okazało się że wszystko i ja jest zbyt sponiewierane i brudne żeby dalej jechać. 

Maluję obrazy na płótnie
Zdarza się że na bani
Wtedy się obraz chrzani
Przez kolorów kłótnie





Ch̴ao͏s Was Znaj͠dz͞i͡e
̢Ul̢t̷r͟as ͏D̴opa͟d͜n͠ie̸
J̛èst͜eś͞c͢ie już ͢n̡a͞ ͘Ḑnie̛

Ry͝my ͡z̕ J̶asnȩj G̢óry̨
W̡ne̕t ̢W̢a͟m ͜N̴apiszę̕
Cơ ͏Byś͡c͞ìe Z̶ł̧e
͏I̶n͏t̶e̡n͞cje Ł͢a҉t̢wìe͠j̨ ͘Z̛ga͠d͞ļi҉
̧

Niedaleko cywilizacji, w pobliży uzdrowiska Duszniki-Zdrój oraz kurortu narciarskiego Zieleniec, jest takie miejsce, gdzie ludzka noga nie postanie. Bo wciągnie bagno. Nie słychać samolotów, samochodów ani innych pojazdów. Nie widać żadnych zabudować poza drogą oraz drewnianą wieżą widokową oraz kładką. Nie ma zasięgu telefonii komórkowej i prawie nikt tam nie chodzi. Jest natomiast przenikliwa cisza, szum drzew i odgłosy przyrody. Gdy tam chodziłem, co jakiś czas rozbrzmiewał nieznany mi wcześniej głośny ryk nieznanego zwierzęcia, a raczej jakby trąbienie słonia. Oczywistym było że słonia na bagnach raczej ciężko by było spotkać. Gdy już wracałem, udało mi się dostrzec tajemnicze zwierzęta. Okazało się że były to żurawie. Wyglądały majestatycznie podczas swojego lotu. Są naprawdę spore i piękne.